Wielkanocne przesądy

Największym powodzeniem w tym czasie cieszy się woda i jajka:

Pokropienie wodą domu i obejścia zapewniało domownikom zdrowie i chroniło dom od złego.

Kąpiel po zmroku w Wielki Czwartek lub o świcie w Wielki Piątek w rzece, jeziorze, zapewniała pannom urodę, gładką skórę i powodzenie u młodzieńców.

Obmycie twarz w wodzie, w której gotowały się jajka na święconkę miało przynieść podobny efekt, dodatkowo usuwając piegi. Choremu kąpiel w takiej wodzie, zapewniała rychły powrót do zdrowia.

Woda w lany poniedziałek miała dobroczynną moc. Temu, który oblał wodą najwięcej panien zapewniało mu to pomyślny rok. Ten, który nie zdołał oblać żadnej panny był okrzyknięty „babskim królem” i przez cały rok miało mu się nie darzyć.

Kusoki

W opowieściach mieszkańców Pojezierza Wałeckiego, przybyłych tu z okolic Kielc pojawia się określenie „Kusoki”. Był to ostatni, skrócony tydzień karnawału, który rozpoczynał się od Tłustego Czwartku i trwał do północy we wtorek przed Środą Popielcową. W tym czasie, szczególnie na wsi, do karczmy przychodzili w strojach ludowych okoliczni mieszkańcy, przynosząc ze sobą jakiś smakołyk. Na stołach pojawiały się wtedy np.: biały i czerwony barszcz z pasztecikami, kapusta z grochem, kasza gryczana ze skwarkami oraz pierogi z mięsem i kapustą, były też pączki i chrust (faworki) i różnego rodzaju napitki. Kusoki były też czasem tańców. 

Topienie bałwana

W przeddzień Środy Popielcowej, w województwie świętokrzyskim "topiono bałwana". W rolę "bałwana" najczęściej wcielał się kawaler, którego owijano w grochowinę. Prowadzono go na powrozie przez całą wieś do najbliższego stawu lub rzeki, nie szczędząc mu po drodze batów z grochowiny. Nad wodą zdejmowano z "bałwana" przebranie i wrzucano je do wody. Potem wszyscy zbierali się w karczmie, aby dokończyć kusoki "tańcami na len i konopie", wróżące kobietom dobre zbiory lnu i konopi, by mogły tkać płótno, wyrabiać olej, a mężczyznom owsa, aby mogli pleść sznury do zawiązywania wielu snopów zboża.

Toczenie jajek

Dawniej mężczyźni po niedzielnym śniadaniu wielkanocnym wybierali się na podwórze. Tam ustawiali z deski pochylnię, na której końcu żłobili dołek. Mężczyźni mieli po takiej samej liczbie pisanek, które kolejno toczyli po desce do dołka. Wygrywał ten, który wtoczył najwięcej jajek do dołka. Otrzymywał w nagrodę wszystkie stłuczone jajka, które potem mógł wręczyć swojej ukochanej, aby ta była mu zawsze przychylna.