Przeprośna Górka

Na szlaku ze Szwecji do Skrzatusza, którym wędrują pielgrzymi do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, leży niewielki wzniesienie, zwane „Górką Przeprośną”. To miejsce szczególne, przy którym zatrzymują się pielgrzymi, nie tylko by odpocząć, ale i po to także, aby przemyśleć, kogo trzeba przeprosić, a komu wybaczyć. Po takiej przerwie na Przeprośnej Górce, z czystymi sercami pielgrzymują dalej.

Historia tej górki zaczęła się przed wielu laty – we wsi Szwecja mieszkały dwie siostry Anna i Jadwiga. Ich rodzicom dobrze się wiodło, dziewczętom niczego nie brakowało. Kiedy podrosły nadszedł czas, by za mąż je wydać: starsza Anna spodobała się Antkowi, który po ojcu spore gospodarstwo miał objąć. Niegłupi był to chłopak, robotny, więc kiedy swaty przysłał do Anny rodziców, radzi mu byli. Anna też przychylnie na niego zerkała, bo kiedy się uśmiechał, to jego oczy jaśniały tak, że wydawał się najprzystojniejszym kawalerem, nie tylko we wsi, ale i w całej okolicy.

Jadwigę upatrzył sobie Jakub, dobry człowiek, też niebiedny, ale wdowiec, w domu którego już trójka małych dzieci biegała. Nie podobało się to Jadwidze – Co z tego, że już z niego gospodarz samodzielny, że pole u niego urodzajne – złościła się – Toż on nie podoba mi się wcale, nie chcę jego dzieci chować. Ile potem z gospodarki dla moich synów zostanie? Nie dawała się przekonać, że i tak będzie miała więcej, niż niejedna w tej wsi gospodyni, a Jakub dobry, spokojny człowiek jest i dbać o nią będzie jak należy. Co rusz to Jadwiga nowe wady w Jakubie wynajdywała i przeszkody dla takiego małżeństwa. Anna pocieszała siostrę i przekonywała ją, że z Jakubem dobre życie mieć może, nie wiedząc, że tak naprawdę Jadwini o co innego chodzi. Aż któregoś razu ta w złości rzuciła – Tobie to dobrze – Antka to i ja bym chciała!

Przypomniała sobie wtedy Anna te spojrzenia, ukradkiem na Antka rzucane przez Jadwigę, te uśmiechy, gdy myślała, że nikt nie widzi, jak i to, że tak często jakieś sprawy do niego miała bardzo ważne, niby to ze ślubem siostry związane. Od słowa do słowa i siostry, do tej pory tak zgodne, kłócić się zaczęły. Od tego dnia, między siostrami pojawiła się wzajemna niechęć, która z każdym dniem narastała. Kłóciły się co dnia, jakby złe je opętało, każde słowo było dobre, żeby mieć do siostry pretensje…

Rodziny chciały weseliska szykować, a tu panny sobie do oczu skaczą i ani w głowach im się pogodzić. Nawet czasu ni chęci na pracę przy obrządku nie mają, ani na przygotowanie się do ślubów, jeno patrzą, jak jedna drugiej dokuczyć. I Jakub i Antoni zastanawiać się zaczęli, czy siostry się na żony nadają, czy nie lepiej do innych swaty wysłać. Rodzice skłóconych dziewcząt poszli więc po radę do księdza, ten nie musiał długo myśleć - Idźcie całą rodziną Skrzatuskiej Pani się pokłonić, ona zgodę w rodzinie przywróci.

Nie czekając długo, następnego dnia ruszyli ku Skrzatuszowi, modląc się i pobożne pieśni śpiewając. Siostry jednak w drodze, co i rusz to modlitwę, to pieśń przerywały i do kłótni powracały.

Gdy pielgrzymująca rodzina mijała wzgórze, raptem pojawił się tam nieznany człowiek, skromnie ubrany, lecz porządnie. Spojrzał na siostry a one raptem zamilkły, czując że przy tym człowieku nijak się kłócić ni złościć. Uśmiechnął się ów nieznajomy i odezwał się po cichu – Anno, Jadwigo, podejdźcie do mnie. Odeszli razem kilka kroków, zatrzymawszy się na górce. Tam przez chwilę coś spokojnie tłumaczył siostrom, które stały ze spuszczonymi głowami. Raptem obie głośno powiedziały te same słowa – „Przepraszam, nie gniewaj się siostrzyczko, niech będzie tak jak kiedyś!” i rzuciły się sobie w objęcia. Trwały tak chwilkę śmiejąc się i płacząc jednocześnie. Nieznajomy pokiwał głową z aprobatą i znikł, jakby się rozpłynął w powietrzu. Dziewczęta wróciły z górki do oczekujących je rodziców, ale mimo wypytywań, nie chciały powiedzieć, co usłyszały od nieznajomego. Zapowiedziały tylko, że już nigdy kłócić się nie będą. Powędrowali wszyscy dalej do Skrzatusza, ciesząc się, że pielgrzymka jeszcze nie zakończona, a już pomogła zwaśnionym siostrom. U celu wędrówki długo razem klęczeli przed cudowną Pietą, dziękując za pomoc i przywrócenie Annie i Jadwidze rozsądku.

Po powrocie do wsi opowiedzieli sąsiadom, co się wydarzyło w czasie ich pielgrzymki, historia ta szybko rozeszła się po wsi i od tego czasu, gdy tylko wędrowano do Skrzatuskiego Sanktuarium, zatrzymywano się na tym wzgórzu i jeśli miał ktoś wobec kogokolwiek nieczyste sumienie, to tam przeprosiny składał, obiecując winę naprawić. Dlatego też do dzisiejszego dnia wzgórze to nosi nazwę „Górka Przeprośna”.