Duchy tuczyńskiego zamku

Zamek Wedlów – Tuczyńskich jest jednym z ciekawszych zabytków ziemi wałeckiej. Najstarsze fragmenty jego murów pochodzą z XIV wieku, więc jak przystało na tak starą budowlę, zamieszkiwany jest przez duchy. Można tu czasem zobaczyć białą damę, czasem giermka z stroju myśliwskim, czasem oboje kochanków.

Ich dramat rozegrał się ponoć w XVI wieku (choć niektóre powieści twierdzą, że było to o sto lat wcześniej). Jeden z Wedlów – Tuczyńskich ożenił się z piękną i bogatą panną ze świetnego wielkopolskiego rodu. Małżeństwo okazało się jednak niezbyt udane, spory, kłótnie doprowadziły do tego, że wkrótce każdy z małżonków żył własnym życiem, nie zwracając uwagi na drugiego. Pani Tuczyńska najszczęśliwsza była wówczas, gdy małżonek wyjeżdżał na dłużej, nabierała wówczas chęci do życia, dobrego humoru, świat wydawał się jej od razu bardziej przyjazny, a ludzie sympatyczniejsi. Właśnie w czasie dłuższego wyjazdu kasztelana tuczyńskiego do Krakowa, postanowiła nauczyć się polowania z sokołem. Młody giermek, który opiekował się sokołem, patrzył w nią jak w obraz. Po kilku dniach okazało się, jak zajmujące są wspólne rozmowy, jak miłe są razem spędzane chwile. Romans kasztelanki i giermka rozwijała się w najlepsze, tym bardziej, że Tuczyński po powrocie na zamek zajmował się polowaniem, galopowaniem konno po okolicach, składaniem wizyt sąsiadom, ani przez chwilę nie poświęcając uwagi żonie.

Młody sokolnik towarzyszył więc pani, gdy wybierała się na polowanie, gdy szła na spacer, a gdy przędła na kołowrotku zabawiał ją rozmową.

Pewnego dnia, gdy cały niemal dwór wyjechał na polowanie, kasztelanka też postanowiła trochę postrzelać  z kuszy. Za cel wybrała cyranki, które jednak szybko skryły się w zaroślach. Mimo to pani strzelała, uznając za zabawne trafianie do celu przez zasłonę z gałęzi.

Wtem rozległ się okrzyk bólu – to giermek, który chcąc wypłoszyć cyranki, by ułatwić pani polowanie stanął na linii strzału. Tuczyńska rzuciła się na ratunek, nie była jednak w stanie pomóc kochankowi. Zanim wyzionął ducha zdołał jeszcze wyszeptać – „O pani, moja miłość nie umrze wraz ze mną…”

Rozpacz kobiety, która zastrzeliła swego ukochanego, była przeogromna. Płacząc zamknęła się w zamkowej wieży i nigdy już z niej nie wyszła. Po kilku dniach służba znalazła ją martwą. Czy umarła z rozpaczy, czy połknęła truciznę, by być razem z ukochanym, tego nikt nie wie. Została pochowana w grobowcu Tuczyńskich.

W zamku zaś od tego czasu zaczęły się dziać dziwne rzeczy: to słyszano turkot kołowrotka dochodzący z komnaty, w której najchętniej przebywała pani, to ktoś zobaczył  biało odziana kobiecą postać przechadzającą się po dziedzińcu, to migały światła w oknach wieży. Widywano też giermka z sokołem, oczekującego na swą panią. Niekiedy, podczas pełni księżyca można dostrzec obie postacie razem, trzymające się za ręce i w siebie zapatrzone.

Ponoć ostatnio widziano tę parę zaledwie kilka lat temu...